Czy niewinni mogą bać się lustracji ?


autor: Zbigniew Lisiecki, 13.05.2007


Sytuacja wokół ustawy lustracyjnej wzbudza emocje, są to także moje emocje. Przyglądając się nim dokładniej i zastanawiając się skąd pochodzi tak olbrzymi opór społeczny przeciwko lustracji, jaki ma szczególną siłę w mediach dochodzę do ciekawego wniosku:

Opór ten ocenia się w prawicowych środowiskach często jako efekt celowej, kierowanej komunistyczną degeneracją zorganizownej akcji, jako dowód obcej infiltracji w mediach. W rzeczywistości wielu osobami przeciwstawiającymi się lustracji nie kieruje nic innego jak irytacja pochodząca z samego podejrzenia o agresję. Obie postawy zawierają element urojeniowej wręcz iluzji: Krzyk jaki podniósł się w mediach przeciwko lustracji nie pochodzi być może tylko ze skoordynowanej destrukcji, lecz z niczego innego jak z czystej rozproszonej wśród ludzi obawy. Nie analizuję tu czy i kto tą obawę celowo podsyca, bo z pewnością tacy ludzie są, a istotniejsze wydaje się dlaczego może się ona w tak silnym narodzie, a szczególnie w środowskach ludzi wykształconych nadal tak długo utrzymywać.

To z jej powodu "nie wolno" otwierać akt, dochodzić zaszłych spraw, wyciągać na światło dzienne przedawnionych faktów, bo mogłyby one rzekomo posłużyć do niesłusznych oskarżeń. Akta, jakie gromadziła na obywateli Służba Bezpieczeństwa zawsze były związane z obawą, do wywoływania tej obawy miedzy innymi służyły i taki spadek obaw po tej instytucji odziedziczyliśmy.

Panika, jaką wywołują próby lustracji nie jest uzasadniona, bo publiczna dekonspiracja to nie to samo, co światopoglądowa czystka. Różnica między nimi jest zasadnicza, choć dla wielu zlewają się one w jedno, a wypowiedzi prawicowych polityków zawierają często rzeczywiście więcej bezpośredniaj słownej agresji i to zlewanie się pojęć podsycają.

  Moim zdaniem także Trybunał Konstytucyjny orzekł tak, jakby kierował się iluzją i podejrzeniem, że ustawa skrzywdzi niewinnych, a nie dowodem, że rzeczywiście tak by było. Dochodzenie prawdy, otwarcie archiwów, a nawet wręcz wyciąganie tej prawdy od tych, którzy się przed tym wzbraniają nie jest tożsame z agresją wobec tych osób, nie odbiera im Praw Człowieka, nie godzi w demokrację, ani nie oznacza dyktatury. Rację społeczną miał Rząd, bo wiedzy o faktach nie należy chować, jeśli ktoś się jej domaga. Prawda jednoczy, a jej powstrzymywanie rozbija społeczeństwo.

  To także te urojeniowe struktury umożliwiły niesłuszny wyrok Trybunału. Żyjemy nadal w traumie, a orzeczenie Trybunału potwierdziło rozległość tego faktu w instytucjach. Bez tej traumy garstka dywersantów broniących obcą agenturę z cynizmu nie miałaby w wolnej Polsce żadnego znaczenia.

Istotna jest jednak także iluzja wielu popleczników Ustawy. Opór przed nią rzeczywiście pochodzi z obaw, a nie tylko z celowej destrukcji. Często mogą te obawy być także związane z poczuciem winy. Jednak to ostatnie uczucie to jeszcze nie jej dowód ! W większości przypadków to tylko trauma po "poprzedniej epoce", jaką doświadczają jej ofiary. Odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi tak.


Autor nie jest w momencie pisania tego tekstu związany z żadną partią, 11-tego maja 2007 był jedną osobą, która przed Trybunałem demonstrowała poparcie dla Ustawy (zdjęcia powyżej), a jego inne wypowiedzi na ten temat znaleźć można na Forum Stowarzyszenie Wolnego Słowa w wątku pt. "Przeciwko lustracji elit - miedzy groteską a hańbą"
Artykułu nie zamieściła Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Nasz Dziennik,  Dziennik ani Gazeta Polska, do których zwróciłem się z tą propozycją.



Copyright © 2007 Z.Lisiecki