Реприватизация недвижимостей в Варшаве
нет перeвода

aвтор: Zbigniew Lisiecki,     вeрсия 1.0         (предыдущие версии) 
  reprywatyzacja0.1,         01.09.2007
reprywatyzacja1.0,         24.09.2016
 

po polskupo polsku english english deutsch deutsch pa russkij по руccкий translate by google translate
.   Wstęp

1.   Dekret

Podpisany 26 października 1945 r. przez Bieruta  (1) 
  oraz Gomułkę i czterech ministrów  

tzw. Dekret Bieruta przejmował na własność gminy Warszawa w celu odbudowy stolicy wszelkie  (2) 
  W odróżnieniu od terminu "wszystkie" "wszelkie" odnosi się tylko tych gruntów, które spełniają inne warunki dekretu.  

grunty Warszawy, choć nie stojące na nich domy ! Zgodnie z tym Dekretem gmina musiała dać byłemu właścicielowi prawo użytkowania  (3) 
  Chodzi o tzw. "użytkowanie wieczyste" - konstrukcję prawną odpowiadającą własności, choć pozostawiającą państwu nadal możliwości odebrania tej "własności". Rozróżnienie to rozwiązać miała skonstruowana przez Senatora Adama Bielę ustawa z 29. lipca 2005 roku Dz.U. nr 175, poz. 1459.  

, jeśli było to zgodne z planem zabudowy, a stratnym przez odebranie gruntu właścicielom musiała wypłacić odszkodowanie.

2.   Do czego posłużył

Tak sformułowany Dekret stał się hasłem oraz inspiracją do niezgodnego z jego duchem oraz literą zamierzonego zniszczenia dotychczasowej struktury własności jaki miał miejsce w celu eliminacji materialnej przedwojennych elit. Dekret jest nadal ważny, a rozbój trwa nadal. Dotyczy on również rozkradzionych majątków ziemskich, a konieczność regulacji prawnej opisuje Prezes Towarzystwa Ziemiańskiego Pan Marcin Schirmer. W mediach pojawiają się natomiast co rusz głosy, czy skoro trwa on tak długo nie należałoby uznać w końcu, że dawnym właścicielom po tylu latach po prostu nic się już więcej nie należy.

3.   Autor

Autor tego artykułu jest prezesem Zrzeszenia Osób Poszkodowanych Dekretem Bieruta i stara się wyjaśnić poniżej 13 inspirowanych fałszywymi relacjami medialnymi popularnych błędnych opinii w pojmowaniu kwestii tego Dekretu .  (4) 
  Zob. np. także artykuł prawników Krzysztofa Wiktor i Radosława Wiśniewskiego  

Artykuł był dyskutowany oraz korygowany na liście dyskusyjnej zrzeszenia i można dlatego uznać tę listę jako współautora.


1.   Koszta zwrotu (reprywatyzacji) ponosi (niesprawiedliwie) społeczeństwo.

To jest nieprawda. W przypadku pokrycia roszczeń społeczeństwo jako całość nie ponosi żadnych kosztów. Sugestia o olbrzymich stratach społecznych zasadza się na chrakterystycznym dla komunizmu rosyjskiego wykluczeniu właścicieli ze społeczeństwa. Takie antagonizowanie grup społecznych było zwykle celowym elementem agresji wobec Polski, a w szczególności wobec osób ponoszących w Polsce odpowiedzialność: vide motywowana propagandowo nienawiść wobec "polskich panów", lub ogólniej "burżui", "kapitalistów", etc. Prowadzi ono nie tylko w Polsce bezpośrednio do zapaści cywilizacyjnej. W rzeczywistości właściciele roszczeń są członkami tego społeczeństwa, najcześciej wręcz naszymi sąsiadami, a uregulowanie ich roszczeń oznacza przesunięcie własności oraz odpowiedzialności z jednej grupy społecznej na inną przy którym suma całego społeczeństwa pozostaje stała. W praktycznym przykładzie zwrócona byłem właścicielowi kamienica nie zniknie z Warszawy, będą mieszkać w niej nadal Warszawiacy, a jedynie praktyczne jej zarządzanie oraz wątpliwe przy obecnym stanie zyski przejdą z obecnego pseudo-właściciela - przykładowo prezesa Wspólnoty Mieszkaniowej, który jak to zwykle bywa uczynił się nieusuwalnym na dzieci lub wnuki osoby, która wyłożyła na budowę tej kamienicy swoje pieniądze. Utożsamianie sprawowanej władzy administracji z własnością społeczeństwa pozostaje wątpliwe.

2.   Zwrot domu nie może należeć się przedwojennemu właścicielowi gruntu, skoro jego dom zburzyli Niemcy,
a obecny budował nie on, lecz całe społeczeństwo odbudowujące stolicę.

Obecnie zwrot własności obliczany jest na podstawie wartości nieruchomości w 1945 roku, a nie jej obecnej wartości wraz w wybudowanym nowym domem, więc sytuacja, którą sugeruje postawiony powyżej zarzut nie ma miejsca.

Zgodnie z art.6 Dekretu były właściciel był zobowiązany do usunięcia ruin i gruzu z nieruchomości, a jeśli tego nie uczynił dostawał rachunek pieniężny za te czynności, którego nie można było nie zapłacić.  (5) 
  Stanowi tak także w szczególności art.2 Dekretu z dnia 26 października 1945 r. o rozbiórce i naprawie budynków zniszczonych i uszkodzonych wskutek wojny, znowelizowany 26 kwietnia 1947 i obowiązujący jeszcze 20 lat.  

Dalej dawny właściciel nie był już do niczego potrzebny. Odbudowywanie Warszawy z wykluczeniem właścicieli terenu pozostaje ekonomicznie wątpliwe, jeśli nie absurdalne. Zastępując sterowaną właściwym system kredytowym pracę firm i środowisk a całej Polski i nie tylko z Polski, co komunistom mogło nie być w smak, czynem partyjnym stworzono celowo trudny do rozwiązania status prawny.

Pomijam w tych rozważaniach oczywiście nieruchomości, których właściciele zostali wymordowani doszczętnie wraz z rodzinami i po które nie zgłosił się nikt do dziś - nie są one przedmiotem żadnych roszczeń.

3.   W przypadku pełnego dopuszczenia zwrotu wiele niechruchomości w Warszawie przejąć mogą Żydzi,
w tym głównie Żydzi z USA, np.z Nowego Jorku.

Nie istnieje w porządku prawnym pojęcie "własności żydowskiej", własność nie ma narodowości. Podobnie nie istnieje też dziedziczenie po narodowości ani dziedziczenie po religii, a jedynie wg. pokrewieństwa lub zapisu w testamencie. 30 % przedwojennych mieszkańców Warszawy było wyznania mojżeszowego  (6) 
  Zob: skład ludnościowy mieszkańców Warszawy
lub ogólniej
 

, co nie zmiania faktu, że byli oni Polakami, odznaczali się niejnokrotnie męstwem w Polskim Wojsku, a przed synagogą na Tłomackim obchodzili święta narodowe, jak rocznicę Konstytucji 3-ciego maja. Ta grupa Warszawiaków została z niepowetowaną stratą społeczną prawie całkowicie wyeliminowana. Tradycyjna diaspora żydowska w Nowym Jorku ma z tymi Polakami niewiele wspólnego, choć stara się mówić niekiedy w ich imieniu.

Roszczenia tych niewielu osób, które cudem przetrwały wojnę, i wyemigrowały do USA są uregulowane umową indemnizacyjną między Polską a USA, według której wszelkie związane z tymi roszczeniami obciążenia przeszły na rzecz rządu USA.  (7) 
  Zob.:
1. Odpowiedź ministra skarbu państwa na interpelację nr 411 w sprawie odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce przez Żydów - obywateli amerykańskich
oraz
2. Odpowiedź sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych na interpelację nr 4550 w sprawie roszczeń majątkowych wobec Polski w kontekście zgłoszonego wniosku czterech amerykańskich kongresmenów do Kongresu USA
 

Polska ze tę umowę już w 60-tych latach zapłaciła ! Podobne umowy posiadamy z kilkunastoma innymi państwami.

Uznanie takich roszczeń, których obciążenia przeszły na inne państwa, za które Polska już dawno zapłaciła przez urzędnika z warszawskiego ratusza nie jest możliwe i przypominałoby nauczyciela matematyki, który miałby uznać któregoś dnia, że dwa razy dwa równa się, no może nie całkiem pięć, ale mniej niż cztery i pół. Wykręci się on potem z tego stwierdzając, kiedy będzie to konieczne, że 4 < 4 1/2. Fakt, że do takich lub podobnych przypadków dochodzi, także w innych miastach poza Warszawą to jedynie dowód, że ktoś musiał temu urzędnikowi "przyłożyć pistolet do skroni" szantażując go np. utratą pracy lub w inny sposób. To nic innego jak dowód, że do władz administracji miejskiej zakradła się nie powołana do rzadzenia grupa osób. Domysły do jakich celów, jaka grupa osób i przez kogo została w Polsce powołana wykraczają poza ramy tego artykułu. Gdy rozbój nie jest ścigany, choć środki prawne są wystarczające przyczyn szukać należy w prokuraturze, a nie w "złym dekrecie" lub "szkodliwych społecznie roszczeniach".

Rzeczywiście fakt nie ściagania przestępstw nie wynika z dekretu i nie ma z nim dużego związku. Sugerowanie takiego związku w mediach to manipulacja polegająca na przesunięciu winy. Rozbój społeczny na taką skalę, jak kwestia gruntów warszawskich nie byłby możliwy bez wsparcia medialnego starającego się wykoślawić naturalne zrozumienie powstałej sytuacji zamieniając je na powierzchowne choć chwytliwe hasła.

4.   Realizacja roszczeń do nieruchomości jest szkodliwa społecznie skoro odbiera mieszkania ich obecnym mieszkańcom, w których zamieszkują oni od dziesięcioleci.
Oznacza ona przecież jeśli nie pozbawienie ich mieszkania to przynajmniej drastyczną podwyżkę czynszu.

Tu także dochodzi do przesunięcia winy charakterystycznego dla medialnego wsparcia rozboju. Rozpoznać można je np. po odmowie zwrotu pustostanów. Wolnostojących i niszczejących mieszkań widuje się w Warszawie sporo. Miasto nie remontuje ich, bo skoro obarczone są roszczeniami remont taki oznaczałby rzekomo marnotrawienie środków miasta na prywatne cele osoby, która uzyska potem zwrot. Z podobnych powodów rzekomego braku zgody osób starających się o zwrot nie mogą (?) nie są także te mieszkania wynajmowane. Skoro Miasto nie potrafi tymi mieszkaniami prawidłowo gospodarzyć dlaczegóż nie odda ich natychmiast ? "To przecież horror pozbawiać ludzi ich mieszkań !" - dowiadujemy się w odpowiedzi z mediów. Nieznany jest naszemu środowisku rzetelny argument, dlaczego pustostany nie są zwracane natychmiast, a coś musi przecież wypełnić lukę argumentacyjną.

Inny punkt charakeryzujący przesunięcie winy związny jest z pytaniem czy usuwanie mieszkańców z ich mieszkań wiąże się w ogóle w jakikolwiek sposób z reprywatyzacją nieruchomości odebranych dekretem. Mieszkańcy są przecież usuwani z mieszkań, raz słusznie, bo nie płacą czynszu, raz nie - kiedy właściciel planuje wyburzenie, etc. także w przypadku dowolnych nieruchomości, nie tylko tych zwróconych po odebraniu ich Dekretem. Tak dzieje się także w innych krajach.  (8) 
  Przykładowo w Niemczech utworzył się cały ruch społeczny tzw. "Hausbesetzer" - tj. osób zajmujących domy do wyburzenia, które tym zajęciem wstrzymują wyburzenia. Ci młodzi zwykle ludzie bywają eksmitowani siłą przez policję przy użyciu pokaźnej przemocy.  

Aby stwierdzić związek należałoby wykazać, że mieszkańcy są eksmitowani z reprywatyzowanych nieruchomości częściej niż dzieje się to zwykle. Nie mamy pełnych danych, jednak nasze doświadczenia wskazują raczej na to, że dawni właściciele są mniej skorzy do takich działań niż średnio. Bez dowodu wyraźnego związku pojawiajaca się w mediach argumenacja przypomina uzasadnianie rzekomej konieczności kradzieży samochodu wybuchem wulkanu Etna - przecież była ona straszna w skutkach ! Logika nie ciągnie, ale wzbudzone uczucia jak najbardziej !

5.   Przynajmniej w przypadku żłobków, przedszkoli i szkół roszczenia w stosunku do gruntu, na jakim się one znajdują są przecież ewidentnie szkodliwe społecznie.

To nieprawda ! Dobre funkcjonowanie żłobków, przedszkoli i szkół na prywatnych gruntach jest w innych państwach powszechnym faktem. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby instytucje te płaciły czynsz prywatnemu właścicielowi, a nie miastu.

Ale po zwrocie on przeznaczy te działki po prostu na inne cele !
To nieprawda ! Plany zagospodarowania terenu są uchwalane przez gminę i każdy właściciel gruntu musi się im podporządkować.

No ale on tak podwyższy czynsz, że żadnego przedszkola nie będzie stać na taki teren.
Niekoniecznie ! Właściciele zwykle trzymają się cen rynkowych, to znaczy takich przy których przedszkole może wybrać najkorzystniejszą lokalizację spośród wielu porównywalnych.

Już w tym punkcie uważny czytelnik spostrzeże, że omawiamy problem nie związany w żaden sposób z Dekretem Bieruta ani reprywatyzacją. Ceny czynszów w mieście nie wynikają z faktu reprywatyzacji ! Niestety to głównie urząd miasta widuje ceny najmu do góry podbijając ceny rynku. Dzieje się tak we wszystkich nieruchomościach należących do miasta. Gdyby urząd oferował je po cenach nieznacznie niższych niż rynkowe wszystkie ceny spadłyby i rynek ustabilizowałby się na nieco niższym poziomie. Miasto ma tu więc duże możliwości, z których korzysta jak do tej pory w aspołeczny sposób.

Ilość żłobków, przedszkoli i boisk szkolnych w Warszawie stanowi na tyle znikomą cześć gruntów podlegających Dekretowi Bieruta, że dla miasta nie stanowiłoby najmniejszej trudności wykupienie ich wszystkich, rozwiązując rzekomy problem od ręki.

6.   Węzeł gordyjski reprywatyzacji da się łatwo przeciąć ustawą, która wyklucza wszelkie dalsze zwroty unieważniając zadawnione roszczenia.

Przedwojenna konstytucja: marcowa z 1921, kwietniowa z 1936, konstytucja komunistyczna tzw. Mała z 1947, konstytucja PRL z 1950, pookrągłostołowa z kwietnia oraz grudnia 1989, Mała z 1992, jak także obowiązująca dziś konstytucja z 1997 - wszystkie one gwarantowały nieprzedawnialne prawo własności jako jedno ze swych praw podstawowych. Istniały co prawda w dziejach Europy, a szczególnie tej Wschodniej i Azji próby obalenia prawa własności, jednak prowadziło to sięgającej stulecie zapaści cywilizacyjnej. Podważenie prawa własności w ramach kultury europejskiej powoduje, że chwieje się niebezpiecznie cały system prawa. Wynika to z faktu, że prawo własności jest dla nas sposobem na zgodny z kompetencjami podział odpowiedzialności poprzez wyłączość dostępu. Próby zamienienia tego prawa na metodę darmowego zysku to zamach na Europę jako taką. Niewątpliwie mają one miejsce, jednak nie to jest tu tematem.

Jeśli Polska uzna przedawnienie prawa własności, co po części ma miejsce w nowej dotyczącej reprywatyzacji ustawie, pojawia się zasadnicza niezgodność z artykułem 21 Konstytucji i zaczyna obowiązywać wtedy jako prawo bezpośrednio stosowane Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka, która wszelkie takie poczynania niweczy, choć koszty są ogromne, bo oznaczają procesy przed trybunałami poza Polską, których Polska jako państwo wygrać nie może.

Proszę spojrzeć np tu:  (9) 
  Kodeks Cywilny:

Art. 223. § 1. Roszczenia właściciela przewidziane w artykule poprzedzającym nie ulegają przedawnieniu, jeżeli dotyczą nieruchomości.

 



W rzeczywistości nie ma więc żadnego wezła gordyjskiego. Lapidarnie ujmując można powiedzieć, że nieumiejętnie sterowany system prawny, z częściowo udaremnionym prawem własności wpada po prostu w drgawki, rosną gwałtownie koszty, spada sterowalność, rosną napięcia społeczne, w powstające szczeliny wciskają się osoby korzystające z możliwości nadużyć. Wszystkie opisywane w prasie nadużycia zrozumieć można jako efekt uboczny przytruwanego częściowo prawa własności

7.   Ale nie można się przecież godzić na "dziką reprywatyzację" !

Żadna "dzika reprywatyzacja" nie ma ani nie miała miejsca !
Postarajmy się domyśleć się co autor tej opinii miał dokladniej na myśli stosując ten termin:
1. Pojęcie to może mieć na celu propagandowe podświadome przekonanie uczuć słuchacza, że sam fakt zwrotu byłemu właścicielowi jego własności jest formą zdziczenia. Oczywiście autor się do takiego znaczenia nigdy nie przyzna i powie, że
2. "dzika" oznacza "przez nikogo niekontrolowana".

Każdy zwrot jest aktem administracyjnym w formie decyzji przygotowanej przez urzędnika Urzędu Miasta, który zajmuje się tą tematyką od lat i jest zwykle dobrym specjalistą posiadającym pełną kontrolę nad dość długim w końcu postępowaniem. Jednak nawet taka dobrze przygotowana decyzja nie ma mocy prawnej ani nie może zostać wydana, dopóki nie podpisze jej jego przełożony, w przypadku Warszawy - naczelnik Wydziału Dekretowego (obecnie Pani Gertruda Jakubczyk-Furman). Także naczelnik Wydziału nie może dokonywać samowoli ponieważ jest wyznaczony na to stanowisko przez Prezydenta Miasta i wykonuje jego polecenia ! W innym przypadku, np. gdyby Prezydent przyznał rację choć jednej z licznych kierowanych do niego przez petentów skarg, naczelnik zostałby natychmiast odwołany. Trudno mówić więc w tej sytuacji o jakimkolwiek braku kontroli. Raczej mamy do czynienia ze współdziałaniem wielu szczebli administracji miejskiej. Więc nawet jeśli były to akty bezprawia, nie były one bynajmniej "dzikie", lecz raczej dobrze zorganizowane.

Tu, znajdzie czytelnik przykładowe skierowane do Prezydent Miasta zawiadomienie o niedopełnieniu przez Panią Jakubczyk-Furman obowiązków. Takich skarg było zapewne wiele i trudno zalożyć, że prokuratura nie wie o naruszeniach prawa choćby z prasy, lecz od lat nic z tym nie uczyniono. Skoro skargi postały bez skutku, a proceder ciągnie się od lat można z pewnością mówić o współdziałaniu prokuratury, która byćmoże woli "nie maczać rąk w nieswoje sprawy", co ze względu na obowiązki prokuratury oznacza współdziałanie. W tej sytuacji, skoro tak wiele instancji ze sobą w skoordynowany sposób współdziała hipoteza o braku kontroli staje się absurdem. Pominę tu na razie kontrole NIK-u oraz CBA.

Dlatego co do stosowania terminu "dzika reprywatyzacja", przypominającego do złudzenia termin "dzika lustracja" pewna hipoteza podpowiada nam zajrzeć raczej tu.

8.   Ten, czy jeden urzędnik mógł ulec korupcji, ale przecież absurdem jest mówić o tym, że Urząd Miasta Warszawy stosuje akty bezprawie.
Takie hasła to nic innego jak fanatyzm roszczeniowców.

W Wydziale Spraw Dekretowych czeka na wykonanie ponad dwieście prawomocnych wyroków sądowych ! Dotyczą one bardzo często konieczności wydania przez Urząd jakiejkolwiek decyzji (tzw. sprawy o bezczynność rozstrzygane przeciwko Miastu przez Sądy Administracyjne). Decyzje te są często spisane, lecz naczelnik urzędu nie chce ich podpisać, choć są to zwykle jedne możliwe zgodne z prawem decyzje, które i tak przyjdzie kiedyś wydać.

9.   Mamy przecież obecnie zatwierdzoną Małą Ustawę Reprywatyzacyjną ograniczającą nadużycia i korupcję.

Ustawa nazwana z propagandowych powodów reprywatyzacyjną, a zawierająca głównie zapisy, które tę reprywatyację blokują wprowadzona została rzekomo w celu zapobieżenia nadużyciom. Wszystkie przedstawione przykłady dotychczasowych nadużyć wiązały się w mniejszym lub większym stopniu z korupcyjnym lub bezprawnym działaniem urzędu miasta, do którego ścigania odnosi się kodeks karny, a nie konieczność nowych ustaw. Ustawa ta jednak zastępuje dotychczas obowiązujące bardziej jednoznaczne przepisy prawne uznaniowością urzędników.  (10) 
  W Ustawie o Gospodarce Nieruchomościami wprowadza ona dodatkowy Art.214 a o brzmieniu
      Można odmówić ustanowienia prawa użytkowania wieczystego na rzecz poprzedniego właściciela gruntu w rozumieniu art. 7 ust. 1 dekretu z dnia 26 października 1945 r. .... także ze względu na:
1) przeznaczenie lub wykorzystywanie na cele określone w art. 6;
2) sprzedaż lub oddanie w użytkowanie wieczyste na rzecz osób trzecich.


Oznacza on eksplicite, że urzędnik nie musi zwracać nieruchomości byłem właścicielowi jeśli wolał oddać ją komuś innemu !
 

Trudno wyobrazić sobie, żeby nie zwiększało to dramatycznie ryzyka korupcji.

10.   Ale o zachowanie zgodności z Konstytucją dba przecież Trybunał Konstytucyjny

To nieprawda !
Zgodnie z art.126 pkt.2 Konstytucji  (11) 
  2. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.  

to Prezydent, a nie Trybunał Konstytucyjny dba o przestrzeganie Konstytucji, podczas gdy Trybunał dostarcza jedynie przydatne do wypełniania tego zadania orzeczenia.

Trybunał Konstytucyjny zajmował się kilkakrotnie Dekretem Bieruta.  (12) 
  SK 25/03 , ochrona własności, umorzenie z 6.7.2005,

SK 41/09 z 13.06.2011,

SK 56/12 z 24.04.2014, odszkodowanie z tytułu wadliwej decyzji administracyjnej,

P 46/13 z 12.05.2015, przywrócenie terminu do złożenia wniosku w trybie art. 7,

P 6/13 umorzenie z 28.10.2015,

Kp 3/15 z 19.07.2016
 

Do rzetelnej oceny nie wystarcza uznaniowość sędziego ani autorytet Trybunału. Sam tekst Konstytucji oraz logika argumentu są ważniejsze. Wbrew stanowisku jedenastu najważniejszych instytucji prawnych w tym Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Biura Analiz Sejmowych, odnośnych biur Senatu i innych instytucji, które wskazały, że Ustawa ta odbiera prawo własności nie dając nic w zamian orzeczeniem Kp 3/15 z 19.07.2016 Trybunał uznał zgodność tzw. Małej Ustawy Reprywatyzacyjnej o chronionym artykułem 21 Konstytucji prawem własności. Fakt ten burzy zasady ustrojowe państwa prawa, tak jak rozumie się je od stuleci w europejskiej kulturze opartej na prawie własności, jako jednym ze swoich filarów. Wynika z tego, że Trybunał Konstytucyjny orzekł nieprawdę. Nie da się jednak przyjąć tej ustawy po prostu jako nowe, może trochę nieeeuropejskie i nieładne lecz jednak prawo. Fakt zaistnienia takiego zapisu prawnego powoduje niespójność całego systemu prawnego w Polsce, a prostą konsekwencją mogą być procesy przed trybunałami europejskimi, których Polska wygrać nie może. Ich koszta bezpośrednie nie wystarczą do oceny olbrzymich kosztów społecznych pochodzących np. z ogólnego braku zaufania do prawa w Polsce lub zaniechań standardowych działań prawnych, co do których ludzie bedą podejrzewac, że są nieefektywne.

11.   W Warszawie sitwa przejmuje nieruchomości zgodnie z prawem korzystając z pomocy bezdusznych prawników.

W Warszawie sitwa przejmuje nieruchomości zgodnie z prawem Czy rzeczywiście dochodzi do bezprawnych przejęć nieruchomości z pominięciem dawnych właścicieli, jak sugeruje to w swoim programie Pani Anita Gargas powielając zapewne nieświadomie opinie GW/TVN ?

Pan Marek Mossakowski przejąć miałby kamienicę za 50 zł. Jego adwokat mec. Nowaczyk stwierdza, że akt kupna roszczeń do tej nieruchomości opiewał na siedmiocyfrową kwotę, a suma 50 zł dotyczyła jedynie poprawki błędu edycyjnego tego aktu kupna. Proszę posłuchać całego wywiadu. Warto zwrócić także uwagą jak Pan Marek Mossakowski sam opisuje, co jest źródłem problemu Dekretu.

W sporze prawnym, w którym korzystamy z pomocy prawnika chodzi o rozstrzygniecie kto ma rację. Bywa, że racja ta została nieprawidłowo określona z powodu kłamstwa, oszustwa, złego sędziego, etc. lecz zarzut, że czyjaś racja jest bezduszna to oczerniające pomylenie pojęć mające swoje korzenie w komunizmie.

12.   Wykupywanie roszczeń jest nadużyciem.

Nie, handel roszczeniami nie stanowi żadnego nadużycia, a fakt ten nie jest żadnym trikiem prawnym. Możliwość wykupu roszczeń wynika z jednej z podstawowych wolności, jaką jest wolność zawierania umów kupna - sprzedaży. Nie jest także niczym zdrożnym oferta, z jaką przychodzi do staruszki obrotny handlowiec mówiący:

      Nie dostanie Pani od nich nigdy nic, a mnie tę nieruchomość oddadzą, więc niech przepisze ją Pani na mnie, a zyskiem się podzielimy.


Oczywiście kupno-sprzedaż musi odbywać się przed notariuszem, którego obowiązkiem jest sprawdzić, czy strony są poczytalne, wiedzą o co chodzi i znają zbywaną wartość. W przypadku przeoczenia włączane jest ubezpieczenie, którego obowiązkowi podlega w Polsce każdy notariusz.

Nie można także zabronić stojącej nad groben staruszce uczucia, które podpowiada jej: "A weźcie sobie to nawet za 50 zł i idźcie w czorty, bo nie chce więcej o tym słyszeć!". Jest to po prostu jej wolność oceny osobistej wartości dóbr.

Nadużycie ma miejsce zupełnie gdzie indziej - dokonuje go urzędnik zaspokajający roszczenia jednej osobie podczas, gdy zaspokojenia tych samych roszczeń innej osobie wcześniej odmówił. Oczywiście nadużyciem byłby także współudział kupca roszczeń w tej odmowie pierwotnemu właścicielowi lub wyciek danych osobowych z urzędu, etc. Czy i kiedy do takich sytuacji dochodzi wiedzieć powinien NIK lub CBA i to te instytucje, a nie czcze domysły z samego aktu zbycia roszczeń powinny być rzetelnym źródłem dla prasy.

13.   Nie da się uregulować spraw dekretu bez nowej ustawy, a tu niestety wielka polityka blokuje.

Nowa ustawa mogłaby wiele uregulować, uprościć i wyjaśnić, jednak nie jest ona wcale konieczna. W szczególności urząd miasta nie musi łamać bez niej prawa ! Istniejące prawa mogą efektywnie zapobiec wszystkim opisywanym nadużyciom. Odpowiedzialność za to, że tak się nie dzieje ponosi prokuratura oraz inne organy ścigania a także swoimi zaniechaniami urząd miasta. Nie jest także w szczególności koniecznością, żeby miasto podejmowało przy dotychczasowym stanie prawnym rozładowujące nabrzmiały problem decyzje tylko gdy jest do tego przymuszone rozstrzygnięciem sądowym, jak urząd miasta to obecnie uzasadnia. Każdy pustostan, którego miasto samo nie użytkuje, a nie chce oddać byłemu właścicielowy, żeby go zagospodarował dowodzi planowej destrukcji ze strony urzędu miast.

14.   Władze miasta od lat starały się zapobiec katastrofie, lecz nie uzyskały wystarczającego wsparcia od wielkiej polityki.

Prezydent Warszawy Pani Gronkiewicz-Waltz była jednocześnie wiceszefem rządzącej partii. Trudno wyobrazić sobie, żeby zaproponowany przez nia projekt ustawy reprywatyzacyjnej nie był rozpatrywany przez parlament. Urząd Miasta wielokrotnie składał takie projekty niezgodne z prawem, nie mające szans na przejście weryfikacji ich zgodności z konstytucja. Trudno założyć, że ich autorzy nie zdawali sobie sprawy, co czynia, skoro oceny te były jasne nawet dla niespecjalistów. Wiele wskazuje na to, że chodziło w tych staraniach raczej o społeczny dowód na to, że "się nie da".

15.   Prezydent Gronkiewicz-Waltz słusznie wstrzymała wszelką reprywatyzację do czasu wyjaśnienia zarzutów o nadużycia.

Zarządzenie takie przypomina sytuację poruszającego się w nieprawidłowym kierunku pojazdu, w którym ktoś wyłączy z powodu tego złego kierunku nagle stacyjkę. Efektem jest nie tylko łomot silnika, gasną konieczne światła sygnalizacji, lecz pojazd może całkiem stracić sterowność. W przypadku Warszawy zaniechanie bieżących koniecznych do zwykłego funkcjonowania gminy działań powoduje gwałtowny wzrost kosztów, pojawiają się zastoje, prawo nie daje się stosować. Wstrzymywane już dziś wykonywanie przez administrację miejską wyroków sądowych skutkuje skargami do trybunałów poza Polską, pojawianiu się nowych roszczeń administracyjnych, załamaniu się racjonalnych działań gospodarczych dotyczących tych nieruchomości, etc. Jeśli potraktować te słowa Pani Prezydent nie jako pustą propagandę, lecz poważnie, logiczną konsekwencją powinno być sprawdzenie kto i na jakich zasadach dał tej osobie tytuł profesora, oraz kto promuje na tak wysokie stanowiska osoby nie w pełni obliczalne.

16.   Społeczeństwa polskiego po prostu nie stać  (13) 
  "Nie stać" oznacza przeliczenia pieniężne uwzględniające zapewne także koszta spłaty długów oraz obsługi bankowej, etc. Trudno jest nam ocenić w jakim stopniu i w jakim celu rachunki te uwzględniać mogłyby także interes banków, dlatego zamiast "nie stać" korzystniej jest używać słów "nie mamy jak zaspokoić" tych roszczeń, co obejmuje także zwroty w naturze, a nie tylko odszkodownia pieniężne.

Niezmienny nacisk urzędu miasta żeby zwroty miały miejsce w walucie, a nie w naturze, jak życzą sobie tego zwykle osoby poszkodowane pozostaje niejasny.
 

na reprywatyzację gruntów w Warszawie.

Nasze zrzeszenie przedstawiało wielokrotnie plany zaspokojenia wszelkich roszczeń przy których miasto nie ponosi żadnych dodatkowych kosztów. Jeśli okazałoby się to niemożliwe w obrębie miasta wokół Warszawy jest dość nieużytków i ugorów, żeby zrekompensować utracone działki w bardzo szybkim tempie pobudzając przy tym rynek obrotu nieruchomościami. W przypadku konieczności odszkodowań miasto mogłoby po przekształceniu warszawskiego metra na notowaną na giełdzie spółkę wynagrodzić te roszczenia akcjami metra, innej komunikacji miejskiej, stadionów lub podobnej miejskiej własności. Oznaczałoby to oddać część własności miasta w ręca jego mieszkańców.

Polska jako kraj posiada olbrzymie zasoby, które mogłaby przekazywać swoim obywatelom bez tego, że niweczony lub tracony byłby wysiłek społeczeństwa przy powojennej odbudowie. Własność wróciłaby po prostu do ludzi, żeby mogli ją gospodarować.

.   Wnioski

1.   Zniechęcanie

Warto we wnioskach odpowiedzieć na pytanie, czy można celowo dławić reprywatyzację, aby powstrzymać eksplozję nowych roszczeń. Dławienie oznacza takie działania, które powoduje, że wzrastają co prawda gwałtownie koszta pojedyńczych przypadków, i tak koszta społeczne starań, sądów, prawników, zatrudnianych tylko w tym celu urzędników, pustostany, brak remontów mogą być w przypadku jednej kamienicy zapewne większe niż wybudowanie dwóch nowych, jednak - i tu miałby leżeć społeczny zysk, liczba takich roszczeń nie wzrasta, bo potencjalni ich posiadacze są zniechęcani i rezygnują. Rzeczywiście wywoływanie zniechęcenia do korzystania z przysługującym komuś praw lub możliwości to typowa metoda oddziaływania stosowana m.i. przez obcą agenturę.

Nieoczekiwane koszta pojawiają się natomiast w zupełnie innych miejscach. Drastycznie maleje zaufanie do prawa i do administracji miejskiej, co powoduje zanikanie innych inicjatyw społecznych, możliwości nie stosowanych praw starają się wykorzytać inne osoby, etc. Gdy truta jest tkanka społeczna koszta są nie do przewidzenia.

2.   Wizja rozwiązanie lub jej brak

Choćby z tego powodu, niebezpieczeństwa mniej lub bardziej świadomego ulegania potencjalnym obcym wpływom nie stać nas jako społeczeństwa na powierzenie kwestii reprywatyzacji ludziom bez wizji, którzy tłumią problem, a nie rozwiązują go. Zapytany o taką wizję odpowiem, że najambitniejszą, a zarazem najtańszą w realizacji oferuje utrwalone w naszej kulturze od tysiącleci pojęcie prawa własności jako jednego z praw podstawowych. Rozumiem, że wielu może się ono nie spodobać, dla niektórych oznaczać utratę niesprawiedliwie zdobytych wartości, a dla pewnych osob wręcz więzienie. W przypadku reprywatyzacji trzeba bezwzględnie oraz z szacunkiem i zrozumieniem stosować prawo, tak jak je w naszej europejskiej tradycji dobrze rozumiemy, a nie nim manipulować, bo taka manipulacja, którą udałoby się usunąć w ramach porządku prawnego konieczność zwrotu własności jej właścicielowi nie istnieje i szkoda czasu głowić się nad jej skonstruowaniem.

Drugim ważnym elementem przyszłego rozwiazania musi być odwrócenie roli urzędu. Z roli blokującej lub prowokującej konflikty, które mają na celu dowieść niemożliwości rozwiązania, roli stawiającego niespełnialne warunki, lub przekonującego w realnej sytuacji, że korzystanie z praw jest nieopłacalne lub zdrożne właściwy oddział urzędu miasta powinien przejąć funkcję doradczą i współorganizującą. Prowokowanie nienaturalnych konfliktów zastąpić powinno współdziałanie. Warunek współdziałania mógłby zostać w tym celu zapisany w ustawie, a miasto mogłoby poprzeć go uchwałami restrukturyzującymi tam, gdzie jest to potrzebne. Miasto powinno przejąć na siebie także dodatkowe koszta, jeśli ich poniesienie wpływa pozytywnie na dobre funkcjonowanie ekonomiczne nieruchomości, nawet jeśli znajdą się one efektwynie w prywatnych rękach, powinno starać się odnowić dawną strukturę własności, a nie jak obecnie jej wszelkimi sposobami zapobiegać.

3.   Reprywatyzacja w mediach

Sprawdzając w jaki sposob temat reprywatyzacji podejmowany jest w polskich mediach ostatnich tygodni zauważyć należy, że rozpoczął się on od usilnego rozkręcania jednego konkretnego nadużycia, którego łatwe rozwiąznie leżało bardziej w gestii prokuratury, a mniej w zawiłościach reprywatyzacji. Obecnie punkt ciężkości debaty przesuwa się coraz bardziej w kierunku społecznego dowodu na niesprawiedliwość reprywatyzacji jako takiej. I tak sugeruje się psychologicznie odbiorcom mediów, że skoro prawo do zwrotu zagrabionej własności wiąże się z tak dramatycznymi nadużyciami uznać należy to samo prawo jako zdrożne i wykluczyć je z porządku prawnego. Trudno więc pominąć hipotezę, że cała debata wywołana została w celu usprawnienia pewnej formy rozboju, któremu zapobiega obowiązujące do pory w pełni prawo własności. Nawołujemy więc do ostrożności w ocenach i większej wnikliwości w szczegóły oraz wrażliwości na mechanizm przesuwania winy. Na debatę prowadzoną z pominięciem głównej grupy społecznej, której ona dotyczy spoglądać należy z odpowiednią ostrożnością oceniając na ile mogłaby być ona wymierzoną w skłócenie nas prowokacją.



Copyright © by the author, evot.org 2016