Wolne i uczciwe wybory to oświeceniowy pomysł na realizację demokracji, czyli państwa opartego na woli wszystkich obywateli. Przyjżyjmy się dokładniej, w jakim stopniu ideał wolnych obywateli dokonujących świadomych decyzji jest spełniony w praktyce. Sprowadzanie wpływu obywateli na rzeczy wspólne i najistotniejsze do legitymacji przekazanej innym przy pomocy krzyżyka można nie tylko w dowcipie uznać za formę niepiśmienności, a w rzeczywistości za brak możliwości kwalifikowanych wypowiedzi. Nie to jest jednak tematem tego artykułu. Przyjmijmy jako zasadniczą realizację prawa do udziału i wpływu na swoje otoczenie dokonywane co cztery lata decyzje personalne dotyczące przedstawicieli, czyli "wybory parlamentarne". W Polsce 30 milionów obywateli wybiera 460 przedstawicieli zaznaczając swój głos krzyżykiem na listach osobowych po kilkadziesiąt nazwisk każda. (dane według Państwowej Komisji Wyborczej) Warto postawić pytanie, czy taki wybór, jak wygląda on obecnie ma sens. Istotne założenie, zgodnie z którym wybieramy ludzi, można poddać w wątpliwość z powodu podstawowego braku wiedzy o kandydatach. Aby dokonywać decyzji o drugim człowieku trzeba go znać. Co musimy wiedzieć o kandydacie, aby udzielenie mu naszego pełnomocnictwa było uczciwe ? Problem pojawił się nie dopiero z napływem do polityki karierowiczów szukających własnego interesu. Istniał w wielu europejskich społecznościach zawsze i odznacza się negatywnie nie tylko w Polsce, lecz także w silnych demokracjach, cokolwiek ten ostatni termin oznacza. Nie tylko w Polsce zamiast żywych ludzi do wyboru wydają się wielokrotnie stać prawie same niewiele mówiące nazwiska. W pomyśle unikania sugestii wyborczych miały być one neutralnym kluczem do rzeczywistych danych personalnych. Jednak nie każdy sposród w Polsce ponad dziesięciu tysięcy kandydatów "ma nazwisko" ! Ilu wyborców i w jaki sposób korzysta z tego klucza praktycznie ? Przypomnijmy sobie problem z kartką wyborczą - te nazwiska rzeczywiście większości wyborców niewiele mówią. Aby temu zaradzić pogrupowane są one w listy komitetów wyborczych odpowiadających najczęściej istniejącym partiom. W ten sposób wybory osobowe zamienione zostały na wybory partii. Cóż kiedy także tu rzadko kto czytał program, o szansie na jego realizację nie wspominając ! Aby pomóc w ocenie media wytworzyły skróty myślowe w postaci kierunków świata lub kolorów. I tak wybieramy "na lewo" lub "na prawo" przypisując tym dwóm kierunkom większą lub mniejszą obronę interesów pracowników lub tych, którzy nimi zarządzają - kryteria, które nie tylko w Polsce dawno straciły swój sens jako wyznacznik systemu wartości. Szukamy wiedzy wśród znajomych, kierujemy się przyzwyczajeniem, optujemy za pewną rzekomą wizją Polski, lubimy się łudzić, że jest ona rzetelna. Może po prostu staramy się wybierać "naszych", a odrzucać "innych" ? Nie pomoże powszechne doświadczenie, zgodnie z którym, w każdej partii są ludzie uczciwi, jak i cwaniacy, szukający własnego, zamiast publicznego interesu. Sposób postawienia pytania wyborczego ("na kogo ?") tak silnie prowokuje do udziału w odpowiedzi, że nawet wbrew rozsądkowi sami skazujemy się na mającą złe korzenie tendencyjność. Cóż więc pozostaje innego ? Wybór według jakości pracy agencji reklamowych (public relation) ? Rzeczywiście ludzie chętnie wybierają innych po wyglądzie twarzy, lub podawanym dalej "obrazie medialnym" danego kandydata. Jak widać wszystkie te drogi sprowadzają wybory osobowe do kpiny. Aby uniknąć farsy, do decyzji personalnych rzeczywiście konieczna jest wiedza o kandydatach, nie tylko znajomość ich nazwisk, lecz znajomości żywych ludzi. W przeciwnym razie trudno zaprzeczyć, że w niedzielę wyborczą ma miejsce publiczne oszustwo, nazywane dla niepoznaki "świętem demokracji". Opis ten nie zaprzecza faktowi, że w pewnej skromnej liczbie najważniejszych kandydatów wyborcy rzeczywiście wiedzą o kogo chodzi. Czyż nie jest w takiej sytuacji całkowita rezygnacja z odpowiedzi na nieprawidłwo postawione pytanie oznaką zdrowego rozsądku ? Rzekome decyzje personalne pozostają rzekomymi i działają na coraz większą ilość obywateli odpychająco. Niska w Polsce frekwencja odzwierciedla najprawdopodbniej rzeczywiście podawany "ustną pocztą" fakt, że "nie wiadomo kogo wybierać" - dla przeważającej liczby wyborców brak jest rozsądnych kryteriów, brak wyznaczników. Aby wymusić większą przejrzystość i "odpartyjnić" wybory zaproponowana została ordynacja wyborcza z jednomandatowymi okręgami, tzw. JOW, jednak i ona nie rozwiązuje zasadniczego problemu braku podstawowych danych, które powinny być elementem każdej decyzji personalnej. W tym miejscu przedstawionej powyżej argumentacji wiara w siłę demokracji kończy dalsze wnioski i przemyślenia: Przecież "król" nie może okazać się, aż tak całkiem "nagi", bo nic praktycznego nie wydaje się z tego wynikać. Odpowiedź na brak wiedzy potrzebnej do decyzji wyborczych jest jednak prosta - Należy ją wyborcom dostarczyć ! W jaki sposób ? - oto kilka przykładowych propozycji:
Podane powyżej propozycje to narzucające się oczywistością pierwsze pomysły. Możliwych rozwiązań może się jednak pojawić wiele więcej. Należy tylko postawić jasno pytanie jakie informacje są do decyzji pesonalnych niezbywalnym minimum i jak można je decydentom najprościej przekazać. Przy zamianie "krzyżyków wyborczych" na rozsądny udział w decyzji o zaufaniu publicznym istotne mogą się okazać "drobne" i "łatwe" w realizacji korekty. Nietrudno wyobrazić sobie, w jaki sposób bez ich uzględnienia degradacja sensu wyborów postępować będzie dalej. Warto jednak zaznaczyć, że poruszamy nie tylko problem Polski, lecz rozważamy istotne manko obecnej formy realizacji jednego z filarów zachodnich demokracji. Jakie są siły marginalizujące udział społeczeństwa w polityce ? Sprawy publiczne stają się coraz bardziej skomplikowane wraz z rozwojem społeczeństwa. Trudna, narażona na prowokacje lub "podwójne dno" staje się dlatego ich rzetelna ocena. Fakt ten odczuwamy np. angażując emocje w to co przekazują nam media, gdy po niedługim czasie wszystko wydaje się "pianą", której waga waha się od bardzo istotnego ryzyka, do błahostki, ocena "ślizga się". Tym silniejsza musi być presja zabezpieczenia ważnych funkcji państwowych przed populistycznym osądem. Jednocześnie komplikowanie systemu władzy prowadzące do tego, że odsunięcie publicznej kontroli wydaje się racjonalne - to przecież najlepszy sposób na jego korumpowanie. Dlatego sens i zakres wyborów powinien się zmieniać wraz z rozwojem społeczeństw. Jednak zawsze chodzić będzie o ocenę zaufania, której nie zastąpi żadna instytucja oraz o pytanie jakie dane są niezbywalne, aby ją prawidłwo dokonać. Miast hołdwać świętościom demokracji pytajmy co rozsądnego i w jaki sposób mogą wszyscy obywatele do niej dołożyć. Osoby zainteresowane dyskusją odsyłam do Forum SWS. |